|
ALBRECHT
LEMPP
ZWROT KU SWOJEJ TOŻSAMOŚCI
Nagłe
otwarcie się polskiej literatury może znowu sprawiać przyjemność.
Gdyby
obejrzeć ostatnie 15 lat rozwoju stosunków polsko-niemieckich jak
na przyspieszonym filmie, można by się nabawić zawrotu głowy. Jeszcze
na początku lat 80-tych problemem natury politycznej była pisownia
"Breslau" lub "Wrocław". Dziś się już o tym nie pamięta. W roku 1991
w badaniach firmy Emnid-Pentor pytano np. czy ludzie z obu krajów
w ogóle mają ze sobą tyle wspólnego, aby możliwa była owocna współpraca
tych narodów.
Dziś
w studium elit przeprowadzanym przez Berlińskie Centrum Naukowe Badań
Społecznych padają pytania jak to, czy istnieje już wspólnota interesów
i wartości między oboma krajami. W latach 90tych punkt ciężkości w
stosunkach polsko-niemieckich przemieścił się z czysto historycznej
relacji polsko-niemieckiej w kierunku kwestii przystosowania Polski
do Unii Europejskiej. W ostatnim dziesięcioleciu utworzono Fundację
Współpracy Polsko-Niemieckiej, swoją pracę podjęła Polsko-Niemiecka
Współpraca Młodzieży, w Warszawie i Krakowie rozpoczęły działalność
placówki Instytutu im. Goethego. Także w tym okresie do odziedziczonych
po spuściźnie NRD Instytutów Polskich w Berlinie i Lipsku dołączył
Instytut Polski w Düsseldorfie, który zrealizował wspólnie z krakowską
Villa Decius ogromny program ponad 200 spotkań autorskich w 40 miastach
Nadrenii-Westfalii. Przystąpienie Polski do UE - choć ciągle przesuwane
- jest sprawą najbliższej przyszłości, członkostwo w NATO jest już
faktem, gospodarka może się poszczycić stopami wzrostu o wysokości
4-5% na rok. W takiej sytuacji można by odnieść wrażenie, że wszystko
się obraca wokół polityki i handlu, podczas gdy kultura jak zwykle
zajmuje skromne miejsce na marginesie.
Tu
jednak zaskakuje wynik wspomnianego studium elit, według którego "tylko
niewielka część Polaków jak i Niemców wie coś na temat gospodarki kraju
sąsiedniego", a także "stan wiedzy na temat politycznego i społecznego
życia Polski" po stronie niemieckiej "może być określony jako ubogi".
Co najmniej tak samo zaskakujące wydaje się stwierdzenie: "Najlepiej
zorientowane są elity obu krajów w dziedzinie historii i kultury drugiego
kraju, a dokładnie 44,2% elit polskich i 42,4% elit niemieckich" To
pozwala przypuszczać, że wymiana kulturalna i naukowa jest także dziś
ważnym i w wysokim stopniu opiniotwórczym faktorem w stosunkach bilateralnych
z Polską. Jest to niezła sytuacja wyjściowa dla frankfurckich Targów
Książki. Tutaj mianowicie łączą się oba wymiary: po pierwsze Polska
może pokazać, co ma do zaoferowania pod względem kulturalnym i intelektualnym,
a po drugie kraj ten postrzegany jest zarówno jako licencjodawca, a
także jako licencjobiorca. Chodzi tu więc o wymiar kulturalny, jak i
komercyjny książki. Polska należała w ostatnich latach (do roku 1998)
do największych licencjobiorców na niemieckim rynku książkowym, i odnotowała
w 1999 r. prawie 100% wzrost w stosunku do roku 1998 jako licencjodawca
w dziedzinie tłumaczeń na język niemiecki. Obecnie spodziewać się można
co najmniej tak samo wysokiej stopy przyrostu.
Tylko na
Targach Książki wyłożonych było do sprzedaży ponad 100 tytułów beletrystycznych
z Polski. Zmiany w stosunku do lat 80-tych są jednak nie tylko natury
ilościowej, lecz wyraźnie jakościowej. W okresie trwania systemu socjalistycznego
Polska wyróżniała się na tle socjalistycznej jednostajności, była "wyspą
błogosławionych" ze swoim podziemiem wydawniczym i niewielką - w porównaniu
z systemem NRD-owskim - armią szpicli. Dziś liczą się przede wszystkim
rynek i stan konta bankowego. Już od dawna artyści i pisarze nie stoją
na piedestale jako "sumienie narodu", i tym samym zwolnieni są z obowiązku
reprezentowania "prawdziwej" Polski.
Nagle
otwiera się literatura polska, gdyż nie ma już ona do spełnienia zadań
politycznych. Pisanie i bycie czytanym znów może sprawiać przyjemność.
Zamiast refleksji nad sprawami ogółu autorzy koncentrują się na swoim
Ja, zamiast "sprawy polskiej" pierwszy plan zajmuje los osobisty. Nie
wszyscy dobrze znieśli to zejście z piedestału, ale wielu skorzystało
z nowej wolności: zarówno czytelnicy, jak i pisarze. To przypadek, że
dokładnie na ten czas przypada początek zmiany pokoleń, który eksponuje
nowe nazwiska, umożliwia nowe akcenty. Z pewnością jest to także połączenie
nowości i przełomu, które dodaje polskiemu występowi gościnnemu szczególnej
atrakcyjności, i które doprowadziło do tego, że obok tradycyjnie silnych
programów polskich w wydawnictwach jak Suhrkamp, czy Hanser, nie pominięto
także średnich i małych oficyn, np. Rospo, Hainholz czy Pendragon. Hanna
Krall wydawana jest tradycyjnie w Neue Kritik, Eichborn wydaje "dziennikarza
stulecia" Ryszarda Kapuścińskiego, wydawnictwo Volk und Welt zainteresowało
się dwoma nowymi, kontrowersyjnymi autorami (Jerzy Pilch i Piotr Siemion).
Przetłumaczone już na wiele języków książki Olgi Tokarczuk wydawane
są równocześnie w dwóch wydawnictwach (Berlin i DVA); podobnie dzieje
się z książkami Andrzeja Stasiuka (Rowohlt Berlin i Suhrkamp). Także
w DVA jest jedna z najważniejszych nowych autorek, Magdalena Tulli.
Nie brak polskich pozycji w wydawnictwach Reclam, Rotbuch i C.H. Beck;
Piper wydaje Halinę Poświatowską, a dtv Romana Liberę, którego powieść
"Madame" wystartowała już z sukcesem w USA. "Swoich Polaków" mają także
Claasen (Kowalewska), Hoffmann und Campe (Horwath), C.H. Beck (Ławrynowicz),
czy Scherz (Nurowska); u Goldmanna wydawana będzie w tym roku obok Myśliwskiego
powieść kryminalna "Śmierć we Wrocławiu" Marka Krajewskiego itd., itd...
Spoglądając wstecz lata 90-te były dekadą budowy infrastruktury w oczekiwaniu
przyszłej wspólnoty interesów. Pierwsze dziesięciolecie nowego stulecia
może stać całkowicie pod znakiem treści i wartości, które tworzą tę
wspólnotę - pod warunkiem, że znajdziemy czas na dyskusję na te tematy.
Dr
Albrecht Lempp jest przewodniczącym grupy roboczej ds. literatury
przy Villi Deciusa w Krakowie.
|